Janina Turek de domo Gurtler żyła w latach 1921-2000 w Krakowie.Marzyła o ukończeniu studiów farmakologicznych, ale wskutek wojny planów tych nie zrealizowała. Jej ojciec był urzędnikiem w elektrowni i nauczycielem rysunku w gimnazjum plastycznym, matka prowadziła dom.Rozmiar: 33011 bajtów W r. 1941 wyszła za mąż za Czesława Turka, inżyniera budownictwa, rozwiedli się w r. 1958. Mieli troje dzieci- córkę i dwóch synów. Pracowała jako sekretarka, lubiła organizować tańce, wycieczki, była towarzyska i lubiana. Gdy zaczęła pisać dzienniki nie miała jeszcze 22 lat, Kraków był wtedy stolicą Generalnej Guberni. Zaczęła notować zaraz po aresztowaniu męża przez gestapo. I tak już trwało to mrówcze księgowanie codziennych czynności, aż do śmierci.A jak trwało? Zobaczmy:
Janina Turek, matka trojga dzieci, 1.10.1996 r. zjadła na obiad zupę pieczarkową z makaronem, gulasz z kartoflami, buraczki i winogrona na deser. Czterdzieści lat wcześniej, 19.02.1956 r., też zjadła obiad zwyczajny i pożywny: kiełbasę grzaną z musztardą kremską, chleb, kompot z jabłek, łom kakaowy i keks. 21.03.1973 r. odebrała dwa głuche telefony; 21.06.1976 r. znalazła na ulicy nowe skarpetki elastyczne dziecięce; 15.08.1981 r. odstąpiła synowi kartki na mięso; 2.01.1982 r. córka przyniosła jej kilka jabłek; 7.12.1983 r. były mąż przyniósł jej dwie przeczytane gazety; 3.02.1985 r. zapukał do niej nieznajomy, pomylił mieszkania; 3.01.1997 r. poczęstowała się chipsami u przyjaciółki; 1.02.1998 r. wyjrzała przez okno. Zobaczyła, jak z taksówki wysiadła jej sąsiadka Urszula Krzywoń. W codzienności cały czas coś się dzieje. Nieprzeliczone drobne czynności wykonujemy, nie żywiąc nadziei, by utrwaliła je nasza pamięć, a co dopiero pamięć innych. Nie dla pamięci są jednak podejmowane, lecz z konieczności. Z czasem zapomniany zostaje każdy wysiłek podjęty w codziennej krzątaninie. Janina Turek - gospodyni domowa - przez ponad pół wieku obiektem swoich obserwacji uczyniła właśnie to, co codzienne, więc niezauważalne. Jako pierwsza dowiedziała się o tym jej córka. Po śmierci mamy, jesienią 2000 roku, Ewa Janeczek otworzyła szafę i ujrzała stosy zeszytów. (Potem okazało się, że zeszytów jest 728, a jeszcze potem, że o kilkanaście więcej). Wyszło na jaw, że mama zapisała wszystko, co robiła. Nieprzerwanie, dzień po dniu, od roku 1943 do 2000 zanotowała: ile razy odbierała telefon w domu i kto dzwonił (38 196 razy); ile razy dzwoniła do kogoś (6257 razy); gdzie i kogo widziała przypadkowo i powiedziała "Dzień dobry" (23 397 razy); ile odbyła spotkań umawianych (1922); ile dała prezentów, komu i jakich (5817); ile dostała prezentów (10 868); ile razy grała w brydża (1500); ile razy w domino (19); ile razy była w teatrze (110); ile obejrzała programów w TV (70 042) i tym podobne.
Jej ulubiony cytat z "Dzienników" Katarzyny Mansfield :"Gdyby mi było dozwolone wznieść jeden okrzyk do Boga, zawołałabym: Chcę być rzeczywista!"/ życiorys i zdjęcia za "Gazetą Wyborczą" z dn. 21.VII.01/.Koloryzacja i transformacja zdjęć-autor strony. Rozmiar: 25214 bajtów